Nasz Maleńki Człowieczek uznał chyba, że siedem to magiczna liczba. Dawno temu wyrosło po kolei siedem ząbków... i taki stan pozostał do dziś. Ząb numer osiem naszemu Synkowi wyrosnąć nie chce i najwyraźniej tak jest dobrze ;)
Mimo ząbków nie do pary gryzienie jest według Synka doskonałą zabawą. I to nie tylko gryzienie zabawek czy nie-zabawek. Również gryzienie jedzenia! Za taką na przykład kaszką nasz Bąbelek nie przepada. Za to kawałki kanapek z wędlinką są pyszne! Zupka z rozdrobnionymi warzywkami nudzi się szybko. Za to makaron z kawałkami warzyw i mięska, które można wziąć do rączki błyskawicznie pobudzają apetyt! Do tego stopnia, że od kilku tygodni małe rączki potrafią też same wkładać jedzenie do buźki. Może jeszcze nie ze stuprocentową skutecznością, ale ze skutecznością rosnącą :)))
środa, 20 kwietnia 2011
czwartek, 14 kwietnia 2011
Ulaaa, wyjdziesz na podwórko??
Tak będę wołał już wkrótce, a na razie czekam aż Ula wyjdzie z brzucha Mamy. Co prawda Mama Uli prześlicznie wygląda z dużym brzuszkiem, ale i tak Ula mogłaby już już wyjść. Na dziś urodziny Uli zapowiedzieli lekarze, a ja dziś kończę dziewięć miesięcy. Wygląda więc na to, że dzisiejszy dzień jest znakomitym dniem na urodziny!
Ula, masz już nawet podpisane miejsce w samochodzie. Wychodź!! Ja tu czekam!
Ula, masz już nawet podpisane miejsce w samochodzie. Wychodź!! Ja tu czekam!
wtorek, 12 kwietnia 2011
alergii ciąg dalszy
Po wyeliminowaniu białka mleka krowiego, owczego i koziego, ryb, popularnych alergenów jak seler czy pietruszka i kilku owoców przyszedł czas na jajka. Mama przestała jeść jajka, a wysypka utrzymująca się od dobrych kilku tygodni zniknęła w ciągu dwóch dni! A po kolejnych trzech pojawiła się ponownie...
Alergia panoszy się więc nadal w naszym wesołym życiu. Mama bacznie przygląda się jadłospisowi Synka i swoim i próbuje znaleźć kolejne zależności pomiędzy tym co jemy i nasileniem wysypki. Szuka też przepisów na słodkości bez mleka, masła, sera i dodatkowo bez jajek! To dopiero wyzwanie! :)
Alergia panoszy się więc nadal w naszym wesołym życiu. Mama bacznie przygląda się jadłospisowi Synka i swoim i próbuje znaleźć kolejne zależności pomiędzy tym co jemy i nasileniem wysypki. Szuka też przepisów na słodkości bez mleka, masła, sera i dodatkowo bez jajek! To dopiero wyzwanie! :)
środa, 6 kwietnia 2011
jestem głodny!
Cztery tygodnie temu Mama pokazała Synkowi pierwszy znak. Gest oznaczający jedzenie. To pierwszy gest, którego postanowiliśmy nauczyć naszego Maluszka. Przed lub podczas posiłku przypominaliśmy sobie czasem ten ruch rączką, aż ostatnio przez wyjazd nad morze troszkę zapomnieliśmy o nauce migania.
Przypomniał nam o niej Synek :) Nasz Maleńki Człowieczek pokazał wczoraj, że jest głodny. Raz czy dwa mieliśmy wątpliwości czy to nie przypadek. Ale najwyraźniej nie! Nasz Synek wykonuje ten gest kiedy jest głodny!!! :)
Nie dość, że miganie dla niemowląt słyszących chyba naprawdę działa, to jeszcze nasz Synek zaczyna na poważnie nas naśladować. Niesamowite :)
Przypomniał nam o niej Synek :) Nasz Maleńki Człowieczek pokazał wczoraj, że jest głodny. Raz czy dwa mieliśmy wątpliwości czy to nie przypadek. Ale najwyraźniej nie! Nasz Synek wykonuje ten gest kiedy jest głodny!!! :)
Nie dość, że miganie dla niemowląt słyszących chyba naprawdę działa, to jeszcze nasz Synek zaczyna na poważnie nas naśladować. Niesamowite :)
wtorek, 5 kwietnia 2011
co nie przydaje się nad morzem
Coś, co zajmuje mnóstwo miejsca w bagażniku. Coś, za czym nasz Synek od jakiegoś czasu szczególnie nie przepada. Coś, co tylko utrudnia spacery po plaży.
Okazuje się, że nad morzem zupełnie nie przydaje się wózek! :) W każdym razie nie wtedy kiedy jedziemy nad morze na weekend. Nie wyjęliśmy nawet naszego wózka z bagażnika, bo znacznie fajniej było nam nosić naszego Maleńkiego Człowieczka w nosidełku. Dzięki temu spędzaliśmy wiele godzin na świeżym powietrzu, a nasz Synek był zachwycony, zaciekawiony i bardzo cierpliwy!
Małe nóżki stały też na zupełnie nowym dla siebie piaskowym podłożu, a małe rączki dotykały zimnej wody, której końca nie było widać! Wtedy zachwyt był największy :)
Okazuje się, że nad morzem zupełnie nie przydaje się wózek! :) W każdym razie nie wtedy kiedy jedziemy nad morze na weekend. Nie wyjęliśmy nawet naszego wózka z bagażnika, bo znacznie fajniej było nam nosić naszego Maleńkiego Człowieczka w nosidełku. Dzięki temu spędzaliśmy wiele godzin na świeżym powietrzu, a nasz Synek był zachwycony, zaciekawiony i bardzo cierpliwy!
Małe nóżki stały też na zupełnie nowym dla siebie piaskowym podłożu, a małe rączki dotykały zimnej wody, której końca nie było widać! Wtedy zachwyt był największy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
